Śladami Celtów i Wikingów: najciekawsze miejsca historyczne do odwiedzenia między Irlandią a Islandią

0
91
2.4/5 - (5 votes)

Z tego artykuły dowiesz się:

Jak ugryźć podróż między Irlandią a Islandią – szkic trasy i pomysł na wyprawę

Dlaczego akurat Celtowie i Wikingowie?

Podróż między Irlandią a Islandią to nie tylko zmiana krajobrazu z zielonych wzgórz na lawowe pustkowia. To przejazd przez styk dwóch potężnych tradycji: celtyckiej i wikińskiej, które przez wieki ścierały się, przenikały i uczyły od siebie nawzajem. Celtowie tworzyli klasztory, monastyczne osady i kamienne krzyże, Wikingowie zaś budowali porty, miasta–targi oraz sieć morskich szlaków handlowych. Efekt widać do dziś w nazwach miejscowości, legendach i krajobrazie kulturowym całego Północnego Atlantyku.

W Irlandii i Szkocji każdy, kto ma trochę czujności, wychwyci celtyckie wpływy w języku: gaelickie nazwy wzgórz, rzek, zatok. Z kolei ślady Wikingów często kryją się w nazwach kończących się na -fjord, -vik czy -ey (wyspa). Nawet w Islandii – kraju kojarzonym niemal wyłącznie z Wikingami – pojawiają się odwołania do „mnichów z Zachodu”, dawnych irlandzkich pustelników, którzy prawdopodobnie dotarli tam przed Skandynawami. Tak działa szlak Celtów i Wikingów: zamiast dwóch równoległych historii mamy jedną, pełną splątanych wątków.

Wizerunek Wikinga jako wyłącznie brodatego wojownika w rogatym hełmie dawno się zestarzał. Dzisiejsza archeologia i źródła pisane pokazują znacznie szerszy obraz: byli kupcami, osadnikami, rzemieślnikami, a także dyplomatami. Wielu z nich osiadało na stałe, żeniło się z lokalnymi kobietami, przyjmowało chrześcijaństwo, a po dwóch–trzech pokoleniach stawało się „tutejszymi”. Spacerując po Dublinie, Kirkwall czy Reykjaviku, oglądasz nie tylko „pamiątki po najazdach”, ale także ślady całkiem spokojnego współistnienia.

Dla Celtów obecność ludzi z Północy była zarazem zagrożeniem i impulsem do zmian. Najazdy zmuszały klasztory do budowy wież obronnych i ukrywania skarbów, ale też otwierały klasztorne porty na handel. Gdziekolwiek jedziesz na tej trasie – od irlandzkich monastyrów po islandzkie pola lawowe – masz do czynienia z efektem tej długiej, skomplikowanej relacji. Jeśli podejdziesz do podróży jak do czytania długiej sagi, każdy przystanek zacznie układać się w większą opowieść.

Ogólny zarys trasy między Irlandią a Islandią

Między Irlandią a Islandią nie ma prostego, turystycznego „mostu”. Za to istnieje naturalny ciąg wysp i wybrzeży, który od tysięcy lat wykorzystywali żeglarze: Irlandia – Szkocja (Hebrydy, Orkady, Szetlandy) – Wyspy Owcze – Islandia, albo Irlandia – Szkocja – Norwegia – Islandia. Dla współczesnego podróżnika oznacza to kombinację lotów, promów i przejazdów lądowych, którą można elastycznie dopasować do czasu i budżetu.

Najłatwiej wyobrazić sobie podróż w kilku wariantach czasowych:

  • Wersja krótka (7–10 dni): Dublin i wschodnia Irlandia (2–3 dni), zachodnie wybrzeże z fortami Celtów (2–3 dni), lot bezpośredni do Reykjaviku i 3–4 dni na „pętlę” po głównych miejscach związanych z sagami i zgromadzeniami (np. Thingvellir).
  • Wersja średnia (14–18 dni): Irlandia (Dublin, wschód, zachód – 7–9 dni), przelot lub prom do Szkocji (Glasgow/Edynburg jako baza), wypady na Hebrydy i Orkady (5–6 dni), na końcu lot do Islandii (4–5 dni).
  • Wersja długa (3 tygodnie i więcej): powyższa trasa uzupełniona o Szetlandy i – jeśli budżet oraz czas pozwolą – przeskok do Norwegii lub Wysp Owczych. To już wyprawa w stylu dawnych żeglarzy, tylko że z biletem elektronicznym w telefonie.

Klucz tkwi w tym, aby nie próbować „zaliczyć wszystkiego”. Lepiej wybrać kilka głównych punktów – np. Dublin, Grobla Olbrzyma, Hebrydy, Orkady, Reykjavik, Thingvellir – i do nich dokleić krótkie boczne wypady. Dobrze sprawdza się zasada: jedno „duże” miejsce dziennie (słynna atrakcja) i maksymalnie dwie mniejsze lokalne ciekawostki, które masz po drodze lub w tej samej okolicy.

Jak czytać ślady historii w terenie

Stojąc na trawiastym pagórku z kamiennym murkiem, łatwo powiedzieć: „O, jakie ładne ruinki”. Różnica między przypadkowym turystą a kimś, kto naprawdę podróżuje szlakiem Celtów i Wikingów, polega na umiejętności rozpoznawania, na co się patrzy. Fort celtycki, klasztor i wikińskie grodzisko na pierwszy rzut oka mogą wyglądać podobnie. Gdy jednak wiesz, jakie elementy wypatrywać, wszystko zaczyna się układać.

Fort celtycki (ringfort, hillfort) najczęściej zdradza się kolistym lub owalnym planem: wały ziemne lub kamienne mury tworzą krąg, czasem kilka koncentrycznych okręgów. Często stoi na wzniesieniu, z szerokim widokiem na okolicę. W środku znajdowały się drewniane zabudowania, które nie przetrwały, ale układ terenu jest wciąż czytelny. W Irlandii i Szkocji takie forty bywają oznaczone na mapach jako „rath”, „dún” lub po prostu „fort”.

Wikińskie grodzisko lub osada ma zwykle bardziej „pragmatyczny” charakter: długi dom (longhouse) o prostokątnym planie, często z kamiennymi fundamentami, ustawiony tak, by korzystać z wiatru i światła. W pobliżu znajdziesz ślady warsztatów, miejsc składowania łodzi, przystani. W regionach, gdzie mieszały się wpływy skandynawskie i celtyckie, osady mogą mieć cechy obu tradycji – stąd tak ważna jest informacja o epoce i funkcji stanowiska.

Celtyckie krzyże i kamienie z inskrypcjami (ogham, runy) to kolejny „kod”. Wysoki kamienny krzyż z ornamentem plecionkowym i scenami biblijnymi zwykle pochodzi z czasów chrystianizacji Celtów. Ogham – pionowe nacięcia na krawędzi kamienia – to jeden z najstarszych systemów pisma na wyspach. Runy pojawią się raczej tam, gdzie długo panowali Wikingowie: na Orkadach, Szetlandach czy w Norwegii. Długie domy wikińskie rozpoznasz po zarysie: podłużny prostokąt, lekko „łódkowaty” (boki rozszerzające się